Pisanie bloga jest dla mnie jednym z takich pomysłów, które nagle przychodzą do głowy i zaraz zamieniają się w rzeczywistość. Nie będę pisał wyłącznie o górach i wspinaniu, bo nie tylko tym żyję.
No właśnie, dzisiaj zaczynam i prawdę mówiąc trochę się tym emocjonuje, bo przecież to takie publiczne, a jednocześnie prywatne. Ale wiadomo tez, ze w tej blogosferze jest nas stosunkowo niewielu w porównaniu z niezmierzonymi obszarami zasięgu sieci, wiec może dzięki temu będzie bardziej kameralnie. Zobaczymy.
Po ostatnim powrocie z Yosemitow, potrzebowałem paru tygodni na adaptacje do normalnego życia. Jak biwakowałem w ścianie to pod koniec drogi, miałem tak dość, ze marzyłem o normalnym życiu. Jednak zaraz potem, to marzenie zniknęło szybciej niż się spodziewałem. Ledwie spędziłem parę nocy w łóżku i już jakieś nowe bujanie w obłokach. Odgrzebałem schematy dróg, wertowałem książki w poszukiwaniu inspiracji, no i oczywiście zanurzyłem się w internecie. Tak mnie to wszystko pochłonęło, ze wybudziłem się w pracy jak nieprzytomny. Ludzie wkoło patrzyli na mnie jak na dziwaka, a przecież wiadomo , ze jestem całkiem normalny…;) Tak, chyba każdy z nas potrzebuje czasu na adaptacje po powrocie z gór i wspinania. Kiedyś nawet przeczytałem o takim zjawisku jak depresja powspinaczkowa…
Tymczasem skończył sie Festiwal Gór w Krakowie i wszyscy rozjechali sie do domów z postanowieniem powrotu za rok. Inspirujące prelekcje, spotkania, filmy, a wszystko o górach. Cos musi być w tym, ze człowiek fascynuje się pofałdowanym terenem. Rzeczywistość jednak udowadnia, ze wspinanie może istnieć tez bez odniesienia do gór. Wielu wspinaczy panelowych nie interesują góry i wyjazdy. Czy to dobrze, czy źle? Nie, nie trzeba tak pytać. Lepiej podejść do tego opisowo i zaakceptować fakt. Po prostu niech każdy raduje się swoim wspinaniem...
Copyright © 2014 by gorskieblogi