Ta sciana ma swoja magie. Skad bierze sie to, ze niektóre miejsca maja tak niezwykla sile przyciagania? Naczytalem sie i namarzylem o Scianie Trolli wiecej niz moglem zmiescic w glowie. Reszte zostawilem poza zrozumieniem.
Dzien:
Samolot. Autobus. Dzwiganie plecaka o piatej rano. Zima. Przyjechalem do Andalsnes na pólnocy Norwegii. W poludnie krecilem sie troche po miasteczku chcac zaciagnac jezyka o Scianie Trolli. W informacji turystycznej dali mi namiary na miejscowych lojantow i juz wieczorem bylem zaproszony na kolacje.
Dzien:
Rozbilem namiot niedaleko sciany, zeby wczuc sie w klimat zimy i zalapac rytm oddechu urwiska.
Noc:
Wiatr. Trzymalem namiot, dogrzewalem sie palnikiem, az w koncu zasnalem ze zmeczenia.
Dzien:
Lawiniasto. Nie podszedlem nawet pod sciane.
Noc:
Nie spalem. Halas lawin nie dal mi zmruzyc oka. Cieplo.
Dzien:
Zszedlem do miasteczka na zakupy i odpoczynek. Jedna noc postanowilem spedzic w hoteliku. W Andalsnes panuje spokój pólnocnej Skandynawii. W miasteczku roi sie od wspinaczy i base jumperow, ale wszyscy oni sa gdzies schowani. Nikt nie przesiaduje w kawiarni. Nawet Macdonalda tam nie maja. Piwo kosztuje cos kolo 30 zl. Miejscowe atrakcje to zaglówka Solli, kaplica w wagonie kolejowym i marzenia o Scianie Trolli. Postanowilem wrócic do mojego namiotu.
Wieczór:
Wiedzialem, ze nie jestem sam. Juz wczesniej mialem poczucie czyjejs obecnosci, a zwlaszcza nie moglem oprzec sie wrazeniu, ze ubywa moich szturmowych kabanosów. Teraz przylapalem ruda mysz buszujaca kolo worka ze smieciami. Przegryzla sobie dziurke w namiocie i rozrabiala jak mnie nie bylo. Podwiesilem kabanosy pod sufitem, a dziurke zakleilem tasma, ale i tak nie jestem pewny, czy ruda znowu tu nie wejdzie...
Dzien:
Podchodze, ale tuz pod sciana jest zbyt niebezpiecznie. Wracam.
Wieczór:
Ruda wdrapala sie na szczyt namiotu, wygryzla dziure i ucztowala w worku z kabanosami. W koncu chyba miala poczucie winy, bo znalazlem ja w schowana pod kaskiem. Wygladalo jakby zalozyla sobie go na glowe, ale nie dobrala rozmiaru. Troche szamotalem sie z nia proszac o wyjscie, ale na szczescie po parunastu minutach pogoni wskoczyla na mnie, odbila sie i sama wypadla na zewnatrz.
Dzien:
Lawiny. Cieplo. Noc.
Który to dzien, i która noc? Nie wiem, bo przeciez bylem tam przez trzy kolejne zimy…
A co przyniesie jutro…?
www.reganclimbing.com
Copyright © 2014 by gorskieblogi